sobota, 6 kwietnia 2013

To co teraz przeczytacie... Jest to niesamowite opowiadanie dziewczyny która ma wielki talent do pisania.

Oto całe opowiadanie : 


Anioł prosto z nieba. 
Od czego by tu zacząć. Może od tego, że przeszłość jest wrogiem człowieka. Pewnie nie odkryłam Ameryki, prawda? Niestety w dzisiejszych czasach ludzie ślepo zapatrzeni są w swoją przeszłość. Kiedyś, gdzieś coś zraniło nas, pozostawiło pustkę, dało nam do zrozumienia, że coś się kończy, a my nadal nie potrafimy żyć ze świadomością, że przecież nie cofniemy czasu.
Nigdy nie wymażemy ze swojej pamięci osób i momentów, które były, a nie powrócą. I to jest akurat cudowne. Wyobraźcie sobie, że dawno temu, no przypuśćmy pięć lat temu, spotkaliście osobę, która zmieniła was. Pokazała wam, co to znaczy miłość, przyjaźń. Nauczyła was cieszyć się z życia. Cenicie taką osobę. A teraz wyobraźcie sobie, że ona odchodzi, a ty teraz nie pamiętasz nic. Została pusta kartka. Ten ktoś też nie myśli o tobie. Żyjecie tak, jakbyście nie istnieli dla siebie, a przecież spędziliście ze sobą wspaniałe chwile.
Wiesz, że te chwile minęły i już nie powrócą, ale cieszysz się, że udało ci się przeżyć w życiu coś takiego. W końcu wspomnienia są najlepszą rzeczą jaką dostaliśmy. Dzięki nim, nigdy nie zapomnimy o danej osobie. Zawsze będzie gdzieś koło nas. Będzie wywoływać uśmiech na naszych twarzach, kiedy o niej pomyślimy.  
 Najważniejsze to umieć odróżnić wspomnienia od cierpienia. Myśleć o kimś, bo się go kochało, a myśleć o kimś, bo go już nie ma, to dwie różne rzeczy. Ta pierwsza pokazuje nam, że cieszymy się z jakiegoś etapu w swoim życiu, ale tęsknimy. Ta druga z kolei ukazuje, że to zwykłe rozpamiętywanie czegoś, co ma koniec. Wspominajmy to co wspaniałe, a zapomnijmy o tym, że tego już nie ma.
Ale co to ma wspólnego z tym, co za chwilę przeczytacie? Dużo. Historia opisuje dziewczynę, która definitywnie woli rozpamiętywać każdą rzecz z przeszłości i chłopiec, który żyje chwilą. Jedno drugiego obserwuje i podziwia. Skrajnie różne osoby z przejściami to krótki opis naszych bohaterów.
Chester, chłopak z biednej rodziny, zawsze pozytywnie nastawiony do życia, które dało mu po kościach w przeszłości. Umie żyć chwilą, dniem, minutą i każdą sekundą, która daje mu szczęście. Bywa tak, że coś pójdzie nie tak, a on.. On nigdy się nie poddaje. Chester pewnego dnia  na ulicy spotyka Lenę. Dziewczynę skrajnie od niego różną, inną. Bogaczka z dobrego domu, zawsze roztrzepana, nie potrafi poradzić sobie z własnymi problemami. Jest nieprzewidywalna, wybuchowa, ale niezwykle wrażliwa.
 Po tym opisie można stwierdzić, że wcale nie są tacy skrajnie różni. Wiele ich dzieli, ale wiele pozwala zbliżyć. Ale do rzeczy.. Pewnego dnia, na ulicy Chester spacerował ze swoim psem Mike’em. Słońce świeciło niemiłosiernie nisko, przez co upał zdawał się wyciskać ostatnie poty z mieszkańców Los Angeles. Chester zawsze chodził tędy ze swoim czteronożnym przyjacielem, bo uwielbiał te okolice. Mieszkał w nieprzyjemnej dzielnicy, ale ta pozwalała mu odetchnąć i nacieszyć się tym miastem.
Chester przechodził właśnie naprzeciwko ogromnej willi, z której jak zdążył zauważyć wybiegła piękna, niebiesko włosa dziewczyna. Taką piękność trudno było przeoczyć. Dziewczyna trzasnęła ogromną, żelazną furtką, prowadzącą do domu i pobiegła jeszcze kawałek, aż stanęła przy wysokim drzewem, następnie przy nim siadając. Widział, że płakała. I to nie tak zwyczajnie. Łkała jak małe dziecko. Chester. On nie był obojętny na takie rzeczy. Chciał pomagać ludziom.
Przebiegł szybko przez ulicę ze swoim psem i podszedł niepewnie do dziewczyny, która głowę schowaną miała w swoich kruchych i chudych ramionach.
-Coś się stało? – zapytał Chester i kucnął przy niebieskowłosej.
-Nie twoja sprawa! – wybuchła i machnęła ręką, dając znak, żeby sobie poszedł. Ten nie był taki. Wiedział, że ona potrzebuje pomocy. Nie mógł od tak jej zostawić, chociaż była dla niego zupełnie obcą dziewczyną.
-Właśnie, że moja, bo nie mogę patrzeć, jak taka piękność wylewa swoje cenne łzy. – odparł z lekkim uśmiechem na twarzy.
-To się nie patrz. – rzuciła i wstała szybko, odchodząc na bok. Poszedł za nią. Nie potrafił przecież inaczej.
-Może jednak w czymś mogę pomóc! – krzyknął za nią, przyśpieszając kroku.
-Nie, dziękuję bardzo. – odpowiedziała z wielką ironią w swoim cienkim, ale ochrypłym głosie.
-W takim razie popatrzę jak płaczesz i cierpisz. – rzekł i szedł tuż za nią. Ta zmieszana wycierała szybko łzy ze swoich policzków. Odwracała się co chwilę i kątem oka sprawdzała, czy Chester nadal za nią jest. Był. Był tam cały czas. Dreptał ze swoim przyjacielem.
 -Możesz za mną nie łazić!? – wrzasnęła po jakimś czasie, odwracając się na pięcie w stronę chłopaka. Nie wiedziała, że jest tak blisko, więc prawie zetknęła się z nim nosami. Cofnęła się równie szybko o jeden krok i ogarnęła włosy do tyłu. – Po co ci wiedzieć dlaczego ryczę? No po co? Żebyś się ze mnie śmiał? Żebyś miał o kim gadać? Masz swoje życie, to nim się zajmij.
-Skąd wiesz, że nie jestem duchem? Może nie mam życia? – powiedział całkiem poważnie Chester.
-Nie żartuj dobra. Już widzę jakie żarty urządziłbyś sobie ze mnie. Zresztą nie znamy się. Odejdź. – powiedziała i niezwykle zwinnie skręciła w ciasną uliczkę. Chester szybko zrobił to samo.
-No może rzeczywiście, duchem nie jestem, ale to nie jest tak, że będę się z tego wszystkiego śmiać. – powiedział tuż nad jej uchem, tak, że dziewczyna, aż podskoczyła do góry ze strachu. Chester się lekko uśmiechnął, a ta z wyraźnym zdenerwowaniem odwróciła się znowu.
-Skąd mam to wszystko wiedzieć? W ogóle kim ty jesteś? Co tutaj robisz i dlaczego akurat na mnie trafiłeś! – krzyknęła mu prosto w twarz.
-Mam na imię Chester. – podał jej rękę, ale ta nie wyciągnęła swojej. –Rozumiem.  A ty jak masz na imię?
-Lena, ale co ci do tego!? – wybuchła znowu.
-Nie krzycz tak, nie zgwałcę cię przecież. – zaśmiał się.
-Widzisz kurwa! Zawsze robisz sobie takie żarty? – wrzasnęła.
 -Próbuję cię rozweselić mała. – walnęła go po tych słowach w twarz z otwartej dłoni. – Mniej emocji, mniej emocji. – powiedział tylko. Ta znowu ruszyła przed siebie, przedzierając się przez wąską ścieżkę.  – Nie dam ci spokoju, bo jeszcze sobie coś zrobisz. – odparł po chwili.
-Co, może się zabije? Albo pożre mnie niedźwiedź! I dobrze! – krzyknęła, nawet nie odwracając głowy w stronę Chestera.
-Nie dobrze… - powiedział cicho.
 -Nie zawracaj sobie głowy kimś takim jak ja. – odparła nagle cichym i zupełnie spokojnym głosem. Odwróciła nawet wzrok w stronę chłopaka i przystanęła na chwilę. –Nie wiesz kim jestem, nie wiesz, czy za chwilę ci nie wydłubię tych niebieskich oczy…
-Zauważyłaś jaki mam kolor oczu. – powiedział i zaśmiał się delikatnie. Lena machnęła ręką w powietrzu i przewróciła oczami. –Nie zrobisz mi nic. Jesteś zbyt krucha. – odparł i położył jej dłoń na ramieniu.
-Uwierz mi, że potrafię więcej niż myślisz. – rzuciła. – Jak ma na imię? – zapytała i wskazała na psa Chestera.
 -Mike, mój wieczny przyjaciel. Jest już stary, nawet bardzo, ale nigdy mnie nie zawodzi. – odrzekł.
-Miałam kiedyś podobnego. – powiedziała i zniżyła się do poziomu psa, głaskając go po pysku. – Wabił się Ben… - odparła, a po twarzy spłynęła jej łza. Chester kucnął obok Leny.
 -Nie płacz. Nie warto. – powiedział. -Skąd wiesz, czy warto czy nie?! Nie wiesz co czuję…
-Domyślam się, że taka piękna dziewczyna może płakać tylko z jednego powodu. – odparł, a ta się na niego popatrzyła niezrozumiałym wzrokiem. – Chłopak? –zapytał, a ta głośno się zaśmiała. – Nie trafiłem?
-Nie. – odparła krótko.
-Więc? Powiesz mi o co chodzi?
-Po co ci to wiedzieć? Już i tak nigdy więcej się nie zobaczymy. – rzekła i wstała, znowu wracając na swoją ścieżkę. Oboje nie wiedzieli gdzie idą.
-Nie zobaczymy? – zapytał podążając krok w krok za Leną.
-Nie. – rzuciła. Po chwili przedarli się przez krzaki i ujrzeli piękne, małe jeziorko. Lena usiadła na brzegu, a Chester zaraz obok niej. –Wyjeżdżam rozumiesz? – Chester się uśmiechnął. –Dlaczego się uśmiechasz? Wiedziałam, że tak będzie! Kurwa wiedziałam! – wstała szybko, a chłopak złapał ją za rękę.
-To nie tak. Uśmiechałem się, bo wiedziałem, że nie wytrzymasz i powiesz mi w końcu dlaczego płaczesz.
 -I to jest takie śmieszne? Bo co? Teraz uważasz, że jestem łatwa?! – wrzasnęła. -Nie Lena! – uniósł się Chester. –Choć usiądź, a ja ci coś opowiem. – powiedział, a ona posłusznie usiadła z powrotem tam, gdzie przed chwilą.
Chester przełknął głośno ślinę i zaczął:
 -Jak uważasz, jestem szczęśliwym człowiekiem? – zapytał, tym samym zaczynając swoją opowieść. Lena przytaknęła głową na tak. – Ha. Mylne, prawda? Nie. Może myślisz, że nic mi nie brakuje, ale nie wiesz gdzie mieszkam, jak mieszkam, a przede wszystkim z kim mieszkam. To nie moja dzielnica. Moja jest znacznie biedniejsza. Miejsce w którym śpię, nie jest nawet domem. Przypomina szałas. Mam piątkę młodszych braci, którzy są bardzo utalentowani. Jeden umie grać na skrzypcach, które pożycza od nauczycielki muzyki. Dwóch przepięknie śpiewa, a kolejni dwaj są urodzonymi piłkarzami. Ja jedyny jestem taki jakiś nie udany. Matka jest na odwyku, a ojciec nie żyje od dawna. Codziennie chodzę sobie tędy i patrzę na dom z którego wybiegłaś. To twój dom, prawda? – przytaknęła. –No tak. Wyobrażam sobie jak tam musi być. Co tam codziennie się dzieje i kto tam mieszka. Nagle wybiegasz ty. Zapłakana i zdruzgotana. Myślę „Taka piękna dziewczyna płacze, a ja będę obojętny?”. Wiedziałem, że muszę sprawdzić co się dzieje. Nie jestem obojętny na takie rzeczy. Nie mogę patrzeć jak ktoś jest smutny, bo na około jest tyle dobra.
-Dobra? – zapytała.
-Dobra. Mam cudownych braci, wspaniałego przyjaciela – popatrzył na psa. – a teraz ujrzałem anioła. –Lena zaczerwieniła się. – Pomyślałem, że coś może się zmienić.
 -I co? Zmieniło się? – zapytała znowu.
-To ty mi powiedz… - uśmiechnąłem się.
-Wyjeżdżam. Nic nie jest teraz ważne. Nie chcę nigdzie jechać, bo uwielbiam to miasto. Dostałam tu nawet propozycję bycia modelką, ale moi rodzice nie chcą o tym słyszeć. Chcę spełniać swoje marzenia, ale ktoś cały czas podcina mi skrzydła.
-W końcu jesteś aniołem. – zaśmiał się Chester.
-Dlaczego taki jesteś? – zapytała.
 -Bo jesteś wyjątkowa. – odpowiedział.
-Znamy się jakieś dwie godziny. – odparła cicho.
-Dokładnie cztery godziny, czterdzieści dwie minuty i – popatrzył na zegarek. – trzydzieści sekund.
-Jak ten czas szybko mija. Dlaczego liczysz ten czas?
  -Nie mogłem zapomnieć, kiedy ujrzałem anioła.
-Przestań z tym aniołem. – zaśmiała się i oparła głowę o moje ramię. –Nie znam cię. – powiedziała.
 -Powiedziałem ci wszystko. Jako jedyna znasz całą moją historię. – odparł i popatrzył kątem oka na jej niebieskie włosy, które aktualnie spływały po jego ramieniu.
-Wiesz.. Trzy miesiące temu rzucił mnie chłopak. Dopiero teraz na chwilę przestałam o nim myśleć. – powiedziała nagle.
-A jednak, chłopak! – zaśmiał się Chester. –Wiesz, że nie wolno rozpamiętywać tego, co minęło? Nie jesteś warta łez i smutku.
-A ty? Ty potrafisz nie myśleć o swojej matce, ojcu? O tym, że wiele osób ma milion razy lepiej od ciebie? – zapytała.
-Ja pamiętam czasy kiedy było dobrze i wierzę, że kiedyś również będzie. Nie z nimi. Ich już nigdy nie zawitam w moim życiu, bo nie chcę. Idę na przód.
-Nauczysz mnie tego?
 -Czego? -Cieszenia się z życia. – spojrzała na niego. -Wystarczy, że uwierzysz, że kiedyś będzie dobrze. – odparł.
-A to, że się wyprowadzam? – zapytała.
-Nigdzie nie jedziesz. Muszę mieć swojego anioła przy sobie. – powiedział jej prosto do ucha, a ona uśmiechnęła się i skierowała się do niego. Ich oczy się spotkały, a za chwilę usta złączyły w jedną całość. Pocałowali się namiętnie i prawdziwie. Nie potrzebowali już czasu, żeby się poznać.
Lenie nie przeszkadzało, że Chester jest z innego świata. Byli tacy sami. Pokrzywdzeni, potrzebujący miłości i prawdziwi. Lena nie wyjechała z rodzicami, tylko zamieszkała z Chesterem w swoim domu. Był na tyle duży, że zmieścili się w nim także bracia chłopaka.
Przestali żyć przeszłością. On nauczył ją bycia szczęśliwą, a ona kochała go za to, jak nikogo nigdy.
W tym cała rzecz, że los zsyła nam takiego anioła w momencie, w którym się go nie spodziewamy, ale potrzebujemy. Warto wierzyć, że nawet jeśli coś nie idzie po naszej myśli to kiedyś musi być lepiej. Nikt na świecie nie pozwoli, żebyśmy umarli nie znając smaku szczęścia i miłości. Nikt.
 
 No, więc jest! Taka sobie opowieść. To ja Weird Mars. Pewnie nikt z was mnie nie kojarzy, ale jeśli chcecie mnie jakkolwiek zapamiętać, to wejdźcie na moje blogi. Dwa opowiadania, które być może przypadną wam do gustu, a możliwe, że nie. Po prostu dajcie mi szansę! Demon-where-did-my-angel-go.blogspot.com i youjustdidntknowmee.blogspot.com Całusy, Weird Mars.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz